Tuesday, October 12, 2010
Pierwsze dni na Azorach
Minął pierwszy tydzień na Azorach. Cisza i tylko fale u stóp domu rozbijają się o skały. Cisza i zaraz deszcz. Kapie z sufitu woda. Godzinę temu zaszło słońce. Siedziałam przez pół dnia wpatrując się w rozszalały ocean. Dziękowałam mojej mamie, że mnie urodziła, że mogę oglądać tak przerastające moje wyobrażenia piękno przyrody. Wczoraj kąpałam się w spokojnej tafli turkusowej wody. Dookoła skały porośnięte bujną roślinnością, palmy i dziwne, niemalże ludzkie głosy jakichś ptaków. Fale wydają się dziś sięgać domu. Zaczynam oswajać się z wrażeniem, że ocean w jednej chwili pochłonie dom i nas wraz z nim. Azory... Plaża, to nie plaża jaką znam z parasolkami, białym piaskiem z wetkniętymi w niego petami, muzyką, puszkami piwa i ręczniku przy ręcznik. Tutaj plaża to wulkaniczne kamienie, szary piasek, skały i tylko dzika przyroda. Od pół roku czekam aż uda się nam kupić dom, który znaleźliśmy w tutejszej małej wioseczce o nazwie Faial da Terra - Lasy bukowe Ziemi. Czekam na termin podpisania umowy. Czekam i czekam, ciągle czekam, do pół roku i jeszcze tygodnia i dwóch tygodni i jeszcze za parę dni... Mieszkam u Aimee, Norweżce, która przyjechała tu trzy lata temu i tak jak my zakochała się w Azorach, kupiła dom i została. Poprzedni tydzień spotykałam jej znajomych, starych hipisów, którzy może nie wyglądają już jak hipisi ale, jak mówią "duch jest ten sam". Wrócili dzisiaj do Norwegii. Koniec party dla Aimee ale nie na długo. Za dwa dni przyjeżdża jej kolejna koleżka. Nieustające picie portugalskiego wina... A ja, ja odnajduję w sobie coraz bardziej ducha samotnego wilka, sokoła szybującego ponad skałami, Neptuna, świetlistego ducha przenikającego wszystko, rozpływającego się w szumie oceanu, pędzącym wietrze i eterycznych chmurach. Formują się wciąż na nowo, i ja wciąż na nowo powstaję wraz z moimi myślami i jestem cały czas tym samym, odwiecznym duchem. Myśli przychodzą z coraz większą intensywnością, uczucia galopują i się zmieniają, moje stare sposoby myślenia już nie działają, tutaj nie działają. Nie mogę nic zaplanować, ustalić. Wszystko uzależnione jest od pogody, zmiennej i zaskakującej nawet tubylców. W jednej minucie świeci słońce, potem deszcz i huragan, potem znowu upał i cisza... Spokój, który jest tak wszechobecny, że nawet najbardziej zatwardziałe i racjonalne "chomiki na kółkach" przestają pędzić... Nie chcę jeździć do miasta, załatwiać rzeczy, dobrze mi tu. Znalazłam swoje miejsce i wchodzę w nie całą sobą, daję się ponieść... co za uczucie kochać się, rozpływać w Naturze. Duchu Azorów, duchu Nieba, Ziemi, Oceanu, Wiatru, Drzew i Zwierząt, przyjmij mnie w swe objęcia, bądź mi przychylny, a ja będę słuchać Ciebie, żyć w harmonii z Tobą i wraz z Twoją pomocą tworzyć więcej Dobra na świecie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment