Sunday, November 14, 2010

Azory - miesiąc drugi

Fear knocked at the door, trust opened it, and nobody was there.

Proces kupowania domu wciąż trwa, proces wchodzenia wgłąb oceanu wciąż trwa, proces schodzenia na najniższe pokłady mnie... Co jest dobre, co jest wspierające, a co nie, czy przekładnie daty kupienia domu jest "dobre" czy też są to "demony", które hamują nasze marzenia przed urzeczywistnieniem? Czy to, że ludzie zasiedlają wyspę jest dobre...? Śmieci na plaży... czy człowiek niszczy przyrodę i planetę? Czy człowiek jest dobry? Czy przyroda jest dobra? Czy ocean nas pochłonie i nie będzie miał skrupułów. Utonięcie w oceanie, stracenie wszystkiego, czy jest dobre? Czy to są lekcje? Czy mamy coś "wyciągnąć z każdej sytuacji, czegoś się nauczyć, czy to są wyzwania, czy też po prostu SĄ. Czy kiedy kupię domo będę w ekstazie, czy też będę się martwić jak go ogrzać, jaką szczotkę kupić, jaki piecyk, czy wystarczy mi pieniędzy na grzejnik, czy na lampkę gazową... Zmartwienia, zmartwieni, zmartwienia. Dwayne powiedział parę dni temu, że napisze komedię o sobie. W scenariuszu będzie Filip. Będzie siedział cały czas przed komputerem i mama, mama będzie się martwić. Czy ja się stale martwię, czy nie mogę choć na chwilę uwolnić się od martwienia się, myślenia do zrobić jutro, potem, oceniania co jest dobre, a co nie, czego chcę, a czego nie chcę, przed czym się uchronić, a co jest dla mnie wspierające...? Czy nie mogę choć na chwilę po prostu być i przyjmować wszytko takie jakie jest bez oceniania. Podstawowa zasada medytacji. A mój umysł gania jak nigdy dotąd, a może też bardziej to widzę. Wpatruję się w zachodzące słońce i promienie przeświecające przez chmury. Biorę oddech i na chwilę jestem, na chwile pamiętam kim jestem i te wszystkie "bardzo" ważne sprawy przestają istnieć. Modlę się i proszę duchy przyrody o wsparcie. Czy to, że ten proces tak długo trwa jest wsparciem, czy ostrzeżeniem... Jak to odczytać, tyle zagadek. Decyduję się na czekanie i nie działanie. Tak zrozumiałam I Chinga, ale to tylko jedna z interpretacji, moja interpretacja, która jest wygodna na tę chwilę. Zbiła się lampa naftowa, którą kopiłam dwa dni temu. Byłam tak szczęśliwa, że będziemy mieć światło. I znowu lekcja... hmm... nietrwałości wszystkiego, albo żeby nie wyprzedzać losu i nie kupować rzeczy "za wczasu"... Czy to są cały czas lekcje? Jakoś tak mi trudno przyjąć koncepcję, że to wszytko to jedna wielka szkoła. Czy to nie jest wygodne wytłumaczenie? Wytłumaczenie żeby jakoś przetrwać w tym nie przewidywalnym świecie? Śmierć jest nie przewidywana i wszystko jest nieprzewidywalne. I to jest chyba to co mówił Budda, jeśli w ogóle ktoś taki istniał. Że cierpimy bo mamy jakieś wyobrażenia. Potem wszystko jest inaczej i klapa. I chciałabym napisać, że jest pięknie, ale to właśnie jest tym głębokim pokładem, do którego się dziś dokopałam. Nie ma nic pięknego, wzniosłego, zachwycającego, ekscytującego i brzydkiego, złego, obrzydliwego. Wszytko jest takie jakie jest. Coś chcę , a czegoś nie, coś interpretuję jako dobre dla mnie a coś innego jako nie dobre, ale tak na prawdę nie wiem co jest dla mnie dobre, a co nie w szerszej perspektywie. To, że coś jest dobre na ten moment i z tej perspektywy, wcale nie znaczy że będzie dobre na dłużej, albo jutro albo z innej perspektywy postrzegania. Tak więc trwam, przyglądam się, patrzę i pozwalam aby moje neurotyczne wkręty i lękowe zabezpieczanie i planowanie też były i żeby było słońce i czekanie, i śmieci na plaży i falujący srebrzysty ocean. I wszystko to jest we mnie i wymiarze duchowym, w którym sprawy tego świata są nie ważne, a drogą do światła jest tylko MIŁOŚĆ. Może umarłam i wszyscy którzy tu jesteśmy na wyspie mgieł to duchy. Może to jest raj, może czyściec, a może piekło. Może to ja decyduje gdzie jestem... może to ta ostania i jedyna lekcja.

Tuesday, October 12, 2010

Tęcza nad Faial

Pierwsze dni na Azorach

Minął pierwszy tydzień na Azorach. Cisza i tylko fale u stóp domu rozbijają się o skały. Cisza i zaraz deszcz. Kapie z sufitu woda. Godzinę temu zaszło słońce. Siedziałam przez pół dnia wpatrując się w rozszalały ocean. Dziękowałam mojej mamie, że mnie urodziła, że mogę oglądać tak przerastające moje wyobrażenia piękno przyrody. Wczoraj kąpałam się w spokojnej tafli turkusowej wody. Dookoła skały porośnięte bujną roślinnością, palmy i dziwne, niemalże ludzkie głosy jakichś ptaków. Fale wydają się dziś sięgać domu. Zaczynam oswajać się z wrażeniem, że ocean w jednej chwili pochłonie dom i nas wraz z nim. Azory... Plaża, to nie plaża jaką znam z parasolkami, białym piaskiem z wetkniętymi w niego petami, muzyką, puszkami piwa i ręczniku przy ręcznik. Tutaj plaża to wulkaniczne kamienie, szary piasek, skały i tylko dzika przyroda. Od pół roku czekam aż uda się nam kupić dom, który znaleźliśmy w tutejszej małej wioseczce o nazwie Faial da Terra - Lasy bukowe Ziemi. Czekam na termin podpisania umowy. Czekam i czekam, ciągle czekam, do pół roku i jeszcze tygodnia i dwóch tygodni i jeszcze za parę dni... Mieszkam u Aimee, Norweżce, która przyjechała tu trzy lata temu i tak jak my zakochała się w Azorach, kupiła dom i została. Poprzedni tydzień spotykałam jej znajomych, starych hipisów, którzy może nie wyglądają już jak hipisi ale, jak mówią "duch jest ten sam". Wrócili dzisiaj do Norwegii. Koniec party dla Aimee ale nie na długo. Za dwa dni przyjeżdża jej kolejna koleżka. Nieustające picie portugalskiego wina... A ja, ja odnajduję w sobie coraz bardziej ducha samotnego wilka, sokoła szybującego ponad skałami, Neptuna, świetlistego ducha przenikającego wszystko, rozpływającego się w szumie oceanu, pędzącym wietrze i eterycznych chmurach. Formują się wciąż na nowo, i ja wciąż na nowo powstaję wraz z moimi myślami i jestem cały czas tym samym, odwiecznym duchem. Myśli przychodzą z coraz większą intensywnością, uczucia galopują i się zmieniają, moje stare sposoby myślenia już nie działają, tutaj nie działają. Nie mogę nic zaplanować, ustalić. Wszystko uzależnione jest od pogody, zmiennej i zaskakującej nawet tubylców. W jednej minucie świeci słońce, potem deszcz i huragan, potem znowu upał i cisza... Spokój, który jest tak wszechobecny, że nawet najbardziej zatwardziałe i racjonalne "chomiki na kółkach" przestają pędzić... Nie chcę jeździć do miasta, załatwiać rzeczy, dobrze mi tu. Znalazłam swoje miejsce i wchodzę w nie całą sobą, daję się ponieść... co za uczucie kochać się, rozpływać w Naturze. Duchu Azorów, duchu Nieba, Ziemi, Oceanu, Wiatru, Drzew i Zwierząt, przyjmij mnie w swe objęcia, bądź mi przychylny, a ja będę słuchać Ciebie, żyć w harmonii z Tobą i wraz z Twoją pomocą tworzyć więcej Dobra na świecie.